Krok do tyłu, będą dwa w przód?

Stare przysłowie mówi, że czasem potrzebny jest krok w tył, by następnie zrobić dwa do przodu. Można się o tym przekonać szczególnie w sporcie. Doświadczyliśmy tego po pierwszym ćwierćfinałowym meczu Ekstraligi Mężczyzn w unihokeja…

To miał być wyjątkowy mecz. Na własnym boisku, z wspierającymi nas kibicami, z nadzieją, że postawimy kolejny krok do tego, by zdobyć medal Mistrzostw Polski. Przeciwnikiem była znana nam z poprzednich lat i kategorii wiekowych drużyna KS Gorący Potok Szarotka Nowy Targ. Spotkanie było wyjątkowe, ale głównie z tego względu, że cechowało je jedna rzecz: BEZRADNOŚĆ. To mi przychodzi na myśl, gdy wspominam ten pamiętny sobotni wieczór.

 

Do meczu podeszliśmy bardzo ostrożnie,  gdyż znaliśmy potencjał zawodników z Podhala. Początek trochę nerwowy, ale wytrzymujemy. W 5 minucie tracimy pierwszą bramkę, po chwili drugą, a po pierwszej tercji przegrywamy 4:0. Mieliśmy swoje sytuacje, jednak nie udało nam się ich wykorzystać, brakuje nam bramki kontaktowej. W przerwie jesteśmy trochę zdekoncentrowani, próbujemy zmieniać ustawienie, rotować „piątki”, motywujemy się. 10 minut drugiej tercji, nie strzelamy, ale też nie tracimy bramki. I wtedy często nadchodzi moment kulminacyjny. Albo łapiesz kontakt i zaczynasz odrabiać straty, albo dostajesz kolejną bramkę i w zasadzie jest po meczu. Mimo, iż tamta sobota nie była zbyt mroźna, dostajemy w kość i po drugiej tercji przegrywamy 8:0. Masz wtedy poczucie, że mimo iż jest jeszcze 20 minut, nie wierzysz, że wygrasz mecz, jednocześnie wbijasz sobie w głowę zdanie wpajane ci od lat „dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe”, „dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Czujesz wspomnianą już bezradność... Trzecia tercja to gra o honor i pokazanie, że sztuką nie jest grać kiedy się układa, ale szukać dobrych momentów, gdy mecz idzie kompletnie nie po twojej myśli. Tak też się zachowywaliśmy i daliśmy z siebie wszystko. Strzelamy trzy bramki, a ostatecznie przegrywamy 14:3. Zawodnikiem meczu zostaje debiutujący Kacper Skura, gratulacje!

W środę pisze do mnie kolega z drużyny:

- siedzi ci  w głowie jeszcze ten mecz?

- i to jak - odpowiadam.

Znamy to uczucie i każdy, któremu na czymś kiedykolwiek zależało też je zna. Po przegranym meczu przez parę dni nie możesz o tym zapomnieć, a przed oczami masz jedynie swoje błędy, straty, nieudane zagrania… W sporcie niektórzy mówią na to „tortura profesjonalisty”. Nie potrafisz sobie darować błędów, a chcesz się zrewanżować i jeszcze mocniej trenujesz. Choć nie jesteśmy zawodowymi unihokeistami to każda porażka bardzo nas dotyka, bo nie gramy rekreacyjnie, lecz chcemy coś osiągnąć i udowodnić, że lata spędzone z kijem i piłeczką nie idą na marne, ale procentują. Zawsze będę to podkreślał, że unihokej to nie sposób na spędzenie wolnego czasu, lecz motywacja do tego, by wygrywać i stawać się coraz lepszym zawodnikiem. Już niedługo rewanż, jedziemy do Nowego Targu. Niedługo będzie jasne, czy po kroku w tył, zrobimy dwa do przodu i wygramy oba spotkania, które pozwolą nam zagrać w półfinale Ekstraligi Mężczyzn. Nie poddajemy się!

Z lepszej strony pokazali się nasi młodsi koledzy, juniorzy starsi. Wielu  z nich gra również w seniorach, więc są bardziej doświadczeni. Wygrali oba mecze z liderem grupy ULKS Józefiną (9:5 i 6:5), a przed nimi półfinał Mistrzostw Polski Juniorów Starszych.

„Na ostatnie dwa mecze rundy zasadniczej pojechaliśmy w dobrym, optymistycznym nastroju i liczyliśmy na zwycięstwa” - mówi kapitan drużyny Sebastian Sternicki.

„W sobotę graliśmy konsekwentnie w ataku, choć powinniśmy zdobyć zdecydowanie więcej bramek, ale bardzo dobrze bronił Bałut. Po raz kolejny chłopaki, którzy tak naprawdę od tego sezonu rozpoczęli grę w juniorach starszych pokazali że stanowią o sile tej drużyny. Staraliśmy się grać na trzy piątki, by każdy mógł się ograć. W niedzielę nie było już tak łatwo, straciliśmy szybko trzy bramki i musieliśmy odrabiać. Indywidualne akcje oraz pewność siebie pozwoliły nam wygrać ten mecz i cieszyć się z kolejnych trzech punktów. Z niecierpliwością czekamy na Półfinał Mistrzostw Polski, będziemy ciężko pracować, bo naszym celem jest oczywiście medal! – kończy Sternicki.

Olimpia Łochów nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Trzymajcie kciuki i do zobaczenia!

   Karol Miszczuk

 
Michal Krupa