Lek na całe zło?

Właśnie ukazał się tomik poezji Anny Marii Gierej„W uścisku wspomnień”, która na codzień jest magistrem pedagogiki ogólnej. Pracowała w Szkole Podstawowej nr 1 w Łochowie, w Przedszkolu w Łosiewicach, w Szkole Podstawowej w Sadownem. Od kilku lat pracuje jako wychowawca w internacie Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Węgrowie. Praca ta uczy ją empatii, cierpliwości, pokory, wrażliwości i miłości.

 

W wolnych chwilach słucha muzyki, czyta wiersze innych poetów, m.in.: Adama Asnyka, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, księdza Jana Twardowskiego.Jest członkinią Grupy Poetyckiej IWA zrzeszającej młodych twórców Łochowa, Sadownego, Stoczka i Węgrowa, a od ponad roku należy do Grupy Inicjatyw Twórczych (GIT).

„W uścisku wspomnień” to jej pierwszy debiutancki tomik, w którym przejawia się żywa wiara w Boga oraz wrażliwość na codzienność i jej odcienie. Nawet szarość ma tu swój poetycki walor. Od bólu i żalu po radość i szczęście - to przekrój jej życia. Piękno, życie, natura, miłość, ojczyzna, Bóg - to słowa, które najlepiej opisują ten tomik.

Po raz pierwszy jej wiersze ukazały się w antologii „Pod rodzinnym niebem” wydanej przez Grupę Poetycką IWA w 2011 r., z której Redakcja G.Ł. kilkakrotnie korzystała, publikując je na łamach swego miesięcznika.
Z recenzji autorstwa Kazimierza Kochańskiego możemy poczuć, zapoznać się z atmosferą tego tomiku:

Nie wierzę w obojętność!

Możecie przykładać słowa i czyny do faktów; nic to. Istnieje jednak wielorakość uczuć, a tej tak łatwo nie przełożymy na język ludzkich zachowań.Znam mówiących właściwymi słowami, a i oni nie zawsze odczytywani są według ich mowy. Ważne sytuacje wymagają ważnych i odważnych słów. Ale jak uchronić je przed świadomymi wypaczeniami, albo nieodpowiedzialnym przekierowywaniem adresu?

Pisanie wierszy - niekoniecznie poezji - prowadzi do samodoskonalenia. W czym?Przyjmijmy, że chodzi o prawdę; czemu mielibyśmy brnąć w bezsens?

„W uścisku wspomnień” Anny Marii Gierej sama prawda. Czuje się jej uścisk.Otrzymujemy „słowa cenniejsze od skarbów”, „myśli żywe” oraz „czekanie na szczęście spokój i ciszę.” „Ołtarz w duszy płonie”, więc stąpa ostrożnie; „kroczki małe.” Ufa, że „miłość /.../niezapisana umiera/ a przelana na papier trwa.”

Wyznaje: „jestem pustą przestrzenią /zagubioną/ zamkniętą pomiędzy niebem a ziemią.”„Usłysz mój płacz /mój ból/ Boże” - czytamy - „Ty zabrałeś moje dziecko.”

To jej ból, osobisty, ale nie wyłączny. Dzieli się nim, wiedząc, wierząc w powszechność bólu, nie godząc się na cierpienie. Szuka... Nie zamyka się w zwątpieniu - „Poranek /w blasku wschodzącego dnia zajaśniały kolory...”
Kasi i Krzysiowi podpowiada: „wy potraficie /z małych rzeczy/ stworzyć wielkie dzieło.”

I dalej, w wielkiej nadziei twierdzi: „każdy z nas jest takim czarodziejem.”

A ona?

„Biegnę do pociągu /.../ myślę, że dojadę do nieba.” Więcej: „piękno dojrzewa powoli / w kielichach kwiatów.” Licząc na nasze podążanie za nią, rozścieła obrazy przyrody, „niesie wiarę na lepsze jutro”, by „dostać gwiazdkę z nieba /lub nic nie dostać w zamian.”

Nawołuje, nie oczekując. Wskazuje, nie nakazując. Uświadamia, nie pouczając... To nieczęste wśród mądrości samoświadomych, pewnych siebie, a bywa, butnych.„Życie to nie bajka /szybko się kończy/ nie zawsze ma dobry finał.”

I tu mi ręka zadrżała.Jak sfinalizować moją próbę podążenia za Anną Marią Gierej?Może lepiej iść „na rynek /on żyje.” Spróbuję, pani Aniu. Gdy będę w Węgrowie - pani kochanym mieście.

               R

 
Michal Krupa