„Do polityki nie idzie się dla pieniędzy”

Nie, nie mogę zawieść burmistrza i nie napisać o zamieszaniu z powodu jego wynagrodzenia. Będzie  miał powód by napisał na co przeznaczył część podwyżki, którą sobie załatwił. 

Zapewne pamiętacie Państwo, awanturę na poziomie rządu z horrendalnymi nagrodami dla ministrów, które prezes nakazał oddać, co pociągnęło za sobą 20% obniżkę pensji samorządowców, bo do polityki nie idzie się dla pieniędzy. W naszej gminie miała kuriozalna sytuacja, za obniżeniem głosowali radni z klubu PiS, a reszta przeciw, ale po kolei.

 

Na  czerwcową  sesję,  skoro jako Przewodnicząca Rady Miejskiej nie wykazywałam inicjatywy uchwałodawczej, a jest to kompetencja przewodniczącego, burmistrz przygotował swój projekt uchwały z obniżką pensji. Zdziwienie moje wzbudził poziom tej obniżki, gdyż zaproponował nie  20% jak należało się spodziewać po członku PiS, lecz tylko o 6 %. Apelowałam do radnych, żeby nie obniżać pensji burmistrza, bo skoro rada nie musi podejmować takiej uchwały (co potwierdził obecny na sesji radca prawny) to nie powinniśmy tego robić i nie wpisywać się w „marketing polityczny” partii rządzącej. I tak się stało. Radni tzw. opozycji głosowali przeciw obniżeniu pensji, a radni PiS zagłosowali za obniżeniem pensji burmistrza. Odrzucona uchwała powróciła na lipcową sesje nadzwyczajną jak bumerang, gdyż naliczenie uposażenia burmistrza niezgodnie z obowiązującym rozporządzeniem Rady Ministrów mogłoby wiązać się z oddaniem nadpłaconej kwoty w przyszłości, a oddawać nikt nie lubi. Argumentacja z mojej strony nie zmieniła się, lecz wyraźnie do części radnych trafiły inne argumenty, gdyż przez ostatni miesiąc zmienili zdanie. Przewodnicząca komisji rewizyjnej, w trosce o mnie jako o przewodniczącą rady, nawet przypomniała mi, że brak takiej uchwały może negatywnie skutkować dla mnie osobiście. Przypomniano mi nawet dyscyplinę finansów publicznych, choć nie wyobrażam sobie w jaki sposób miałabym odpowiadać, bo Regionalna Izba Obrachunkowa może uchylić uchwałę rady, gdy jest podjęta niezgodnie z obowiązującymi przepisami, ale co miałaby uchylać jakby takiej uchwały nie było? Nie należę do ludzi lękliwych i taka argumentacja zupełnie do mnie nie  przemówiła. Zaproponowałam, że skoro dostosowujemy pensję burmistrza do obowiązującego prawa, to na trzy składniki pensji powinien zmienić się tylko ten, który jest niezgodny ze zmienionymi przepisami, i  nie należy  manipulować pozostałymi, tak aby kasa się zgadzała.

Pensja burmistrza składała się z trzech składników: wynagrodzenie zasadnicze - 5800 zł, dodatek funkcyjny - 2 100 zł, dodatek specjalny 30% łącznego wynagrodzenia zasadniczego i dodatku funkcyjnego - łącznie 10 270 zł. Jest jeszcze jeden składnik tzw. dodatek za doświadczenie pracy w samorządzie, ale ten dopiero można naliczyć po 5 latach.  Tak więc zmieniono wynagrodzenie zasadnicze na 4 800 zł (maksymalne wg rozporządzenia), dodatek funkcyjny maksymalny wg rozporządzenia, dodatek specjalny zwiększono do 40% (maksymalnie wg rozporządzenia), co daje łącznie 9 660 zł.

Stało się jak burmistrz zaproponował. Wprawdzie pensja zmalała o 600 zł, to de facto załatwił sobie podwyżkę, bo pensja burmistrza nie była ustalona 3 lata temu na maksymalnym poziomie, a już jest.  A podwyżek w urzędzie chyba ostatnio nie było. Takie naginanie prawa w interesie interpretatora, dwadzieścia lat temu nazywane było „falandyzacją prawa”. Jak to nazwać dziś?

Urszula Anna Kalinowska 

 
Michal Krupa