Wolność zgromadzeń

Patrzę na zdjęcie w jednej z podwarszawskich gazet, na którym jest pokazana grupa mieszkańców z transparentami w dłoniach. Hasła przeróżne, od treści powściągliwych,  do takich, które, przy złej woli, można uznać za obraźliwe. Podpis fotografii: demonstracja na komisji gospodarki. Nie, to nie fotografia z posiedzenia komisji przy Radzie Miejskiej w Łochowie, lecz w Wołominie. Co ma Wołomin do Łochowa, zapytacie. Jednak coś te  gminy łączy, ale o tym na koniec.

Zdjęcie ilustrujące artykuł „Śmieci dwa razy droższe!”, o którym piszę, zapadło mi w pamięć, gdyż widząc je i czytając artykuł nasunęło mi się pytanie: jak taka demonstracja byłaby odebrana w Łochowie? Czy nie jako atak na władzę, bez względu na którą, na władzę wykonawczą (burmistrza) lub uchwałodawczą (radę miejską), gdyż  jednej (burmistrzem jest kobieta) i drugim dostało się na widocznych na zdjęciu transparentach.

 

Nie chodzi nawet o art. 57 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej zapewniający wolność zgromadzeń, bo na tę zasadę nikt nie ośmieli się podnieść ręki, ale jak podchodzimy do demonstracji? Zgromadzenie, mające na celu wyrażenie protestu przeciw czemuś lub popierającej coś, części opinii publicznej jest nieodzownym elementem demokracji. Manifestacja może być formą krytyki politycznej albo upominaniem się o coś przez osoby mające poczucie krzywdy i wykluczenia. Manifestacje i protesty przybierają na sile zazwyczaj w okresie wyborczym, co jest zrozumiałe. Władza jest wtedy najbardziej wrażliwa na nie. Protest najczęściej oceniany jest przez władze, jako protest polityczny, ale czy zawsze tak jest?  Kilka dni temu  słyszeliśmy zapowiedź protestu osób niepełnosprawnych. Marszałek Senatu RP skomentował w TV, że jest to zapowiedź protestu politycznego. Czy na pewno? Jestem przekonana, że jakby zostały spełnione obietnice, które złożono tym osobom podczas poprzedniego protest w sejmie, dziś podobnych zapowiedzi by nie było.

Jak jest w gminie? W poprzednim roku przetoczyła się fala protestów związanych z podstępną  zamianą tunelu na wiadukt, który zamierza wybudować PKP wzdłuż drogi krajowej nr 62 (ul. Wyszkowska) w Łochowie. Wielokrotnie słyszeliśmy, że jest to sprawa polityczna, że nie chodzi o wiadukt, ani o tunel, a o zmianę władzy.Wybory minęły, następne za prawie 5 lat. Protesty mieszkańców nie ustają. Czy to sprawa polityczna, czy raczej poczucie krzywdy i wykluczenia? Jak by nie zamieniono tunelu, o którym była mowa od dziesięciu lat, na wiadukt, czy protesty odbyłyby się? Moim zdaniem nie, bez względu  na to, że był to okres wyborczy.

Jak reagujemy na protest? Na początku zazwyczaj z zaciekawieniem. Potem, w zależności  od tego czy dotyczy naszej sprawy czy też nie, a w szczególności czy jest dla nas  uciążliwy, ze zniecierpliwieniem. Ale czy można zwrócić uwagę na swój problem bez drobnych niedogodności dla innych? Czy brakiem wrażliwości na ludzi jest utrudnianie życia innym poprzez organizację protestu w słusznej sprawie, czy raczej  okazywanie zniecierpliwienia z powodu własnych niedogodności z ich powodu?

Wracając do fotografii, trudno mi wyobrazić sobie, że w Łochowie, tak jak w Wołominie, mieszkańcy przychodzą na posiedzenie komisji stałej przy Radzie Miejskiej w Łochowie (raczej niemożliwe, gdyż brak informacji publicznej o posiedzeniach komisji) z transparentami, aby wyrazić swoje niezadowolenie z prawa lokalnego jakie szykuje im rada. Czy nie byłoby to u nas odebrane jako atak osobisty lub sprawa polityczna. Czy potrafimy oddzielić krytykę działalności jaką wykonujemy od krytyki osobistej. Sporo jeszcze musimy się nauczyć.

A co nas łączy z podwarszawskim miastem i gminą Wołomin? Łączy nas stawka za śmieci. W Wołominie (a podobno gminy podwarszawskie najbardziej poszkodowane), od marca 2019 r.  także płacą za śmieci 13 zł od osoby, a w przypadku niesegregowania odpadów – 26 zł/os.

Urszula Anna Kalinowska

 
Michal Krupa