Nie upaść po potknięciu!

„Myślał indyk o niedzieli, a w sobotę mu…” - mam nadzieję, że nie będę musiał kończyć tego przysłowia. Jednak takie myśli nachodzą nas po pierwszym meczu ćwierćfinałowym ekstraligi mężczyzn w unihokeja. Teraz przed nami prawdziwy test umiejętności!

Mieliśmy wszystko poukładane. Dużo pracy, krótkie zgrupowanie, treningi indywidualne, analiza przeciwników. W sobotę dobra atmosfera, motywacja, rozgrzewka i wyrównany mecz, który…przegrywamy po dogrywce 11:10. Drużyna z Gorzowa Wielkopolskiego wraca na Zachód kraju ze świadomością, że są bliżej, niż my w walce o medale. Może to pozornie proste przysłowie okazało się jak najbardziej prawdziwe? Może za bardzo myśleliśmy już o półfinałowym spotkaniu zamiast skupić się na tym, co mamy teraz? „Jakoś to będzie, ale na pewno wygramy, bo jesteśmy lepsi?” Bez wątpienia krążyły w naszej głowie takie myśli.

Oczywiście nie przesądziły one o porażce, bo bardzo uczciwie mówiliśmy sobie przed meczem, że nie możemy lekceważyć przeciwników, ponieważ mają wiele atutów i nieprzypadkowo wygrali swoją grupę w rundzie zasadniczej. Ale jednak rozprężenie wkradło się do naszego zespołu i po raz pierwszy w tym sezonie straciliśmy aż 11 bramek! W rundzie zasadniczej graliśmy 4 razy z obecnym wicemistrzem Polski drużyną MUKS Zielonka i nasi bramkarze nie wyciągali piłki z siatki więcej niż 9 razy. Gra w obronie była i jest naszym „oczkiem w głowie”, bo wychodzimy z założenia, że najważniejszy jest „tył”, a z przodu zawsze coś strzelimy. Przy odrobinie szczęścia to my mogliśmy się cieszyć ze zwycięstwa, jednak zabrakło również skuteczności. Okazji było mnóstwo, ale zabrakło dobrego, precyzyjnego strzału albo świetnymi interwencjami popisywali się bramkarze drużyny przeciwnej.

Mankamenty, niewykorzystane sytuacje, frustracja, złość - to jedna strona medalu. Ważniejsza jest druga. Przed nami rewanż na terenie przeciwnika. Gramy do dwóch zwycięstw. Jesteśmy cały czas w grze. Tak naprawdę nie stało się nic tragicznego. Jedziemy, wygrywamy dwa mecze i jesteśmy w półfinale. To jak się przygotujemy i czy wyciągniemy wnioski z porażki będzie świadczyło o sile naszej drużyny. Musimy wytrzymać presję i dać z siebie wszystko. Zostaliśmy podrażnieni i chcemy się zrewanżować. Powiem szczerze: nie możemy doczekać się rewanżu! Potknięcie to nie upadek, a Olimpia Łochów pokaże prawdziwy pazur i charakter!

Żeby rozluźnić atmosferę na sam koniec zaprosiłem do cyklu „SZYBKA PIĄTKA” kapitana drużyny Grzegorza Marszała! J

1. Najlepszy mecz w karierze...?

Półfinał zawodów gminnych w gimnazjum (śmiech) A tak serio, to ciężko wybrać, ale może w ubiegłym sezonie z Zielonką, kiedy strzeliłem 4 bramki ówczesnemu Mistrzowi Polski. Najlepiej za to wspominam mecz na eliminacjach MŚ w 2016 ze Szwajcarią, kiedy strzeliłem bramkę na 2:1 grając ze złamaną ręką.

2. Bramkarz, któremu najtrudniej było strzelić bramkę?

Maciej Bogdański z Zielonki. Obecnie najlepszy bramkarz według mnie w Polsce.

3. Najgorsze wspomnienie związane z unihokejem...?

Unihokej to same dobre wspomnienia. Jednak to, które dało mi najmniej radości to mecz o 3 miejsce z Szarotką NT w Zielonce, kiedy przegraliśmy medal 1 bramką.

4. Ulubiona piosenka disco-polo?

Żeby to była jedna... Jeżeli mam wybór, to wskażę wykonawcę i nie będę tu mega oryginalny – Zenek.
Za czasów gimnazjum, liceum pamiętam, że lubiłem "Chodź kochanie" - Cliver.

5. Jak motywujesz siebie i drużynę jako kapitan przed meczem?

Mam ten komfort, że każdy z drużyny profesjonalnie podchodzi do meczów i wiemy, że gramy tylko o zwycięstwo. Co do mnie, to szukam motywacji w pragnieniu sukcesu w postaci medalu MP, najlepiej złotego. Kiedy startował łochowski unihokej, to nie było kategorii młodzieżowych poza juniorem starszym. Wtedy to były nasze początki. Po 2 latach grałem już tylko w kategorii seniorskiej i nigdy nie zajęliśmy miejsca w TOP 3. Mam nadzieję, że ten sezon to zmieni.

Karol Miszczuk

 
Michal Krupa